wtorek, 5 kwietnia 2016

Ciemność

Cześć wszystkim ;D
Jest to kolejna część Dziwnego snu... Myślę, że wypadałoby jakoś nazwać tę serię, chociaż i tak nie jest ona wydawana regularnie, no ale nad tym jeszcze pomyślę. Mam nadzieję, że komuś się spodoba to co napisałam. Mam duży problem z doborem imion (oraz tytułów), a nie przepadam za polskimi w opowiadaniach, dlatego są one takie różne xD Jak zawszę proszę o porady dotyczące pisania oraz odczuć co do tekstu.
Miłego czytania życzę ^^



Ciemność 

Wszystko zaczęło się normalnie. Dzisiaj był dzień meczu. Wstałam rano i poszłam do szkoły na trening, na którym przygotowaliśmy się do spotkania, które miało zacząć się o godzinie 18.00. Każdy bardzo się starał i wiedział o co będziemy grały. A stawka była wysoka. Nie mogłyśmy sobie pozwolić na przegraniu choćby seta. Po treningu Alex przyszła do mnie by zjeść obiad, ponieważ mój dom był bliżej. Czas spędziłyśmy miło rozmawiając o zbliżających się wydarzeniach. Alex miała w poniedziałek wyjechać na tydzień do swojej babci, która była ciężko chora. Musiała się z nią zobaczyć, ponieważ była to jedna z osób bliska jej sercu.
Na mecz poszłyśmy pełne energii. Za wszelka cenę chciałyśmy pokonać nasze przeciwniczki. Reszta drużyny miała podobne intencję.
Spotkanie przebiegało po naszej myśli. Dopięłyśmy swego i zakończyłyśmy mecz w trzech wygranych setach. Na tych zawodach  każda z zawodniczek rezerwowych weszła chociaż na chwilę na boisko. Po meczu trener pogratulował nam zwycięstwa i poszłyśmy do szatni. Pożegnałam się z Alex, ponieważ musiała szybko wracać do domu. Rodzice zapomnieli przekazać jej kluczy, a wyjeżdżają wcześniej do babci. Ja natomiast miałam sporo czasu, bo i tak wracałam sama. Poszłam pod prysznic. Większość dziewczyn już wyszła. Gdy przebrałam się już w świeże ciuchy i także wyszłam z budynku. Było już ciemno, bo dochodziła 21:00. Nie lubię chodzić sama wieczorem, bo musiałam przechodzić przez park, który jest słabo oświetlony. A ja nie ufam takim miejscom. W środku dystansu do mojego domu usłyszałam jakiś hałas. Nie był on głośny, co nie oznacza, że się nie przestraszyłam. Podskoczyłam do tyłu i nagle ktoś złapał mnie w talii przyciągając do siebie:
- A co taka młoda dziewczyna robi sama w taką piękną noc? – usłyszałam niski, chrapliwy głos za sobą. Nieznajomy był dużo wyższy ode mnie, ale śmierdział alkoholem.
- Proszę mnie puścić! – chciałam krzyknąć to tonem nie wznoszącym sprzeciwu, ale jedynie co ze mnie się wydostało, to przerażony pisk.
- Mam wobec ciebie inne plany… - zaczął mruczeć prosto do ucha. Poczułam jego obrzydliwe ręce pod moją koszulką. Miał na rękach coś ostrego, pewnie jakąś ozdobę lub bransoletkę, co podrażniało moja skórę, gdzieniegdzie przecinając. Chciałam się wyrwać, ale mężczyzna był ode mnie silniejszy. Bałam się, nie wiedziałam co mam zrobić.
- ZOSTAW MNIE! – wykrzyknęłam, w dalszym ciągu próbując się wyswobodzić. Przecież nie mogło się to źle skończyć. Nie mogłam do niczego dopuścić. Próbowałam go w jakiś sposób go uderzyć, odepchnąć, ale to wszystko szło na marne, a on dalej się do mnie dobierał.
- Powiedziała, żebyś ją zostawił! – usłyszałam kolejny głos. Mężczyzna za mną nic sobie tego nie zrobił.
- Słyszysz, co do ciebie mówię?! -  tym razem głos był głośniejszy, a mężczyzna puścił mnie, przez co ja wylądowałam na chodniku. Kiedy podniosłam głowę widziałam jak młody chłopak uderza w twarz zboczeńca, łamiąc mu przy tym nos. Rozniósł się głośny jęk. Pijak popatrzył tylko na mnie, rzucił szybkie ‘to jeszcze nie koniec, dorwę cię ślicznotko’ i zaczął się zataczać w tylko przez siebie znanym kierunku. Chłopak chciał jeszcze raz go uderzyć za to co mi powiedział, ale w porę go zatrzymałam kładąc rękę na jego ramieniu.
- Dlaczego mnie zatrzymujesz? Przecież należy mu się! – powiedział do mnie z niedowierzaniem, szeroko otwierając oczy.
- Wiem, ale nie chcę, aby tobie coś się stało – wyszeptałam – I tak zrobiłeś dla mnie dużo. Nie chce, aby tobie coś zrobił. - Na te słowa chłopak się uspokoił. Widząc mnie, że dalej trzęsę się ze strachu przytulił mnie.
- Coś ci się stało? – zapytał spokojnie.
- Chyba nie – odpowiedziałam – muszę wracać do domu. Dziękuję za obronę – dodałam, po czym wzięłam torbę i zaczęłam dalej iść w kierunku domu.
- Zaczekaj! Przecież nie zostawię cię teraz samą. On może wrócić. Odprowadzę cię, gdzie mieszkasz?
- Niedaleko, za parkiem.
            Zaczęliśmy iść w kierunku mojego domu. W pewnym momencie uznałam, że to nie jest dobry pomysł, by pokazać się w takim stanie rodzicom. Nie chciałam im robić problemu, a nie miałam teraz siły, by to wszystko tłumaczyć. Doszłam do wniosku, ze najlepszym rozwiązaniem będzie pójście do Alex. Ona mnie zrozumie. Poszliśmy zatem w trochę innym kierunku.
- Jak masz na imię? – zapytał mnie chłopak, chcąc nawiązać rozmowę.
- Rin. A ty?                                                                                      
- Rin… Piękne imię. – zamyślił się na chwilę, po czym dodał – Nazywam się Jongin, ale mów mi Kai.
- O, to nie jesteś Polakiem? – zdziwiłam się, bo mówi bardzo płynnie.
- Moja mama pochodzi z Korei, ale wychowywałem się w Polsce. Tak mnie nazwała, bym nie zapomniał o swojej ojczyźnie. Ale ty przecież też nie masz polskiego imienia.
- Mam podobną sytuację do twojej.
            I tak rozmawialiśmy dopóki nie dotarliśmy pod dom Alex. Dowiedziałam się o nim sporo rzeczy. Próbował zainteresować mnie czymś, bym poczuła się lepiej i przestała myśleć o tym, co stało się w parku.
- To tutaj. Dziękuję za wszystko Kai. Gdyby nie ty… Nawet nie chcę myśleć o tym, co mogłoby się stać…
- Ej, nie myśl o tym -  przerwał mi, po czym chwycił mnie za podbródek, bym spojrzała na niego. Miał piękne, brązowe oczy – Nikt więcej cię już nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to – dopowiedział po czym mnie przytulił. Nie wiedziałam co mam zrobić. Po prostu tak stałam, ale nie przytuliłam się do niego. Zrozumiał chyba o co mi chodzi, więc się odsunął.
- W każdym razie mam nadzieję, że wszystko się ułoży. – uśmiechnął się.
Wymieniliśmy się numerami telefonów i pożegnaliśmy. Obiecaliśmy sobie, że kiedyś się spotkamy, by porozmawiać. Napisałam jeszcze krótkiego sms’a do mamy, że nie wracam do domu, by się o mnie nie martwiła. Kiedy zaczęłam iść w stronę drzwi zaczęło do mnie docierać co się stało w parku. Chciałam znaleźć się jak najszybciej obok Alex. Zapukałam do drzwi, mając nadzieję, że jeszcze nie śpi. Po kilku sekundach przyjaciółka stanęła w progu.
- Rin? Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona. Miała mokre włosy i piżamę, ale wywnioskowałam, że jeszcze nie spała.
- Czy mogę u ciebie przenocować? – zapytałam, nie odpowiadając na jej pytanie.
- Jasne, wchodź.
Przepuściła mnie w drzwiach i poszła do kuchni. Zrobiła nam herbaty i pokazała abym usiadła na kanapie, po czym usiadła obok mnie. Jej dom był mały, ale przytulny. Utrzymywany w kolorach pastelowych, co bardzo mi się podobało.
- Teraz powiedz co się stało – powiedziała stanowczym tonem.
- Czy coś musi się stać, bym do ciebie przyszła? – próbowałam wymigać się od prawdziwej odpowiedzi.
- Nie, ale nie przychodziłabyś z torbą po meczu prawie półtorej godziny po tym jak wszyscy wyszli. -  powiedziała trochę głośniej ze zdenerwowaniem w głosie – Powiesz mi co się stało?
- Ale naprawdę nic się nie sta..
Przerwała mi przybliżając się do mnie. Była tak blisko mnie, że aż zaniemówiłam i znieruchomiałam. Ona tylko popatrzała na mnie uważnym wzrokiem. Po chwili podciągnęła moją koszulkę na tyle, aby zobaczyć poraniony brzuch. Nie wiedziałam nawet, że gdzieniegdzie była krew.
- W tej chwili powiedz mi co ci się stało – wyszeptała przerażona. Tego się po niej nie spodziewałam. Uznałam, że nie ma już po co ukrywać prawdy:
- Wracałam do domu i ktoś mnie napadł…
- Ale jak to napadł?! – przerwała mi krzycząc -  przecież to trzeba zgłosić na policję! – dopowiedziała wstając i sięgając po telefon.
- Nie rób tego – powiedziałam, na co ona zastygła. Opowiedziałam jej tę historię do końca.
- Proszę, nie chcę, aby ktoś się o tym dowiedział.
- Ale ten człowiek musi ponieść konsekwencję. Nie może tak bez…
- Gdybyś nawet zadzwoniła to co? – przerwałam jej -  było ciemno, nie pamiętam nawet jego twarzy. Policja nic tutaj nie da.
Alex przez dłuższy czas się wahała. Widać, że nie chciała odpuścić. Widząc jednak, że nie chcę, aby zadzwoniła, wstała i pociągła mnie za rękę.
- Chodź. Trzeba to opatrzyć.
Poszłam za nią do łazienki. Kiedy ściągałam z siebie bluzkę, Alex szukała apteczki. Podeszła do mnie z potrzebnymi rzeczami. Zaczęła obmywać draśnięcia wodą utlenioną. Zasyczałam z bólu, bo choć rany nie były duże, to i tak piekły. Posmarowała je jeszcze jakąś maścią.
- Myślę, że na razie to wystarczy. – powiedziała patrząc się na mnie.
- Dziękuję – wyszeptałam zmęczona całym dniem. Jedyne czego jeszcze potrzebowałam to snu.
- Przyniosę ci coś na przebranie.
Zaczęłam się myć, po czym Alex przyniosła mi ciuchy. Przebrałam się w nie i poszłam za nią do jej pokoju.
- Ty będziesz spała tutaj, a ja w sa…
- Nie zasnę sama – przerwałam jej – nie dzisiaj. Proszę, zostań ze mną.
Pokiwała twierdząco głową i razem weszłyśmy pod kołdrę. Zawsze lubiłam spać w jej pokoju. W pomieszczeniu było jasno, ze względu na światło z lampy ulicznej, którą było widać przez okno. Mnie ono nie przeszkadzało. Nawet wolałam spać w oświetlonych pomieszczeniach.
- Dobranoc – usłyszałam głos koło mojego ucha, po czym rękę Alex na moim ciele, która przyciąga mnie bliżej niej.

- Dobranoc Alex.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz